darkgothicangel blog

Twój nowy blog

Sto lat..

1 komentarz
Świadomość samotności, tak spójnej i jednolitej w sile. Pomimo ogromu ludzi, natłoku, jakiego codziennie doświadczamy- jesteśmy sami. Nikt nei jest w stanie pomóc nikomu tak bardzo, jak samemu sobie. Nie da się zrozumieć, nie da się poczuć- nie da się prze-żyć niczego tak jak ktoś. Nasze uczucia, nasze emocje, nasze przeżycia, nasz strach, nasz lęk, nasza miłość, nasz niż intelektualny, nasza schizofrenia. Nikt i nic. Nigdzie i o żadnym czasie. Tak wzrastamy- idziemy przez czas i kochanie. Ale żeby wzrastać, trzeba IŚĆ, nie stać. Więc komu w drogę, temu czas. W drogę udajemy się co dzień, co dzień sami, z nikim, chociaż obok ktoś. Nasze przemyślenia tworza nasz oberaz rzeczywistości. Nasze emocje kreują nas samych, bo one nas wyrażają. Zdradzają jacy jesteśmy, kiedy nikt ni patrzy i kiedy patrzą na nas wszyscy. Nasze obawy i nasze radości pokazują gdzie można nas trafić; i kiedy możnanas pogłaskać po głowie jak zadowolonego z zabawy psa. kota -jeden pies. Nigdy nie ma za-trudnych spraw. Trzeba tylko odpowiednio ułożyć, zaplanować i dojść -do celu. Wszystko jasne, klarowne, a nawet pełne entuzjazmu stanie się, kiedy dojdziemy do upragnionej ambicji, która przerodzi się w rzeczywistość. Po prostu- nie am nic prostszego, niż stara, trudna rada:
Ufać. Zaufanie do Boga, ludzi, a przede wszystkim do samego siebie i ludzi, dalej zwanymi przyjaciółmi. A kiedy jest przyjaciel? Wtedy, kiedy jest. Tego się nie definiuje. Tak jak nei definiuje się własnych zachowań, nie ocenia samego siebie, nie ocenia  się innych, nie ocenia się swoich emocji. Są tak naturalne, jak słońce. Wszystko jest.
Własnemu sumieniowi- wieczne odpoczywanie. A to dopiero początek życia.


Wspaniały już od rana zdawał się dzień. Słońce i lekki wiatr wpadający w świeżo umytą szczękę dawał wrażenie pijaństwa – na dobry początek. Wszystko w porządku jak zawsze do pewnego momentu. Do mementu, kiedy w uszy wpadają słowa: Trzeba go wyrwać. Straszne słowa dentysty. Pierwsza myśl, jest w porządku. Druga myśl, w porządku. Pod wieczór Z obolałym językiem od nie-mówienia od szwów, które brały gorę nad moimi dziąsłami i dziurą w zatoce, hekto-mililitrami krwi myśli zaczęły pytać o co tu tak naprawdę chodzi. A o nic konkretnego nie chodzi. Dziś już w porządku, ale bajka, jak to bajka zawiera morał: [czyt. Na jednym tchem] Unikaj wyrywania siódemki, jeśli dentysta mówi; że rośnie ósemka i ta ósemka wejdzie na miejsce tej siódemki i ów siódemkę będziesz mógł [grr] powiesić sobie w ramce, a ósemką będziesz mógł gryźć i gryźć i tak do usranej śmierci. (czyt. Do kolejnej wizyty) [koniec], cytując stomatologa. W porządku, w po rząd ku. Siedząc w domu któryś dzień z kolei –tanich linii kolejowych- odpoczywam. To swoiste wakacje ociekające nieprzyzwoitą warstwą lenistwa ubranego w delikatny, puchowy a majestatyczny wydźwięk samotności w zgiełku ulicy i muzyki, która zdaje się wyraźniejszą od samych fal mózgowych, tak o wych. Jeśli są. Wczoraj słońce, dzisiaj szarość. Tyle widzę z okna mego pokoju, którego okna skierowane są na północ. Północ, północ. Bo jestem z północy. Dziś,: Totalne zamieszanie, chaos i przede wszystkim coś, czego nie ma, ta emocja powodująca niestabilność psychiczną. Niestabilność rozumowania Czarnego, białego. I na tyle. Barwy, barwy, barwy. Na cholerę to komu. Kolorowego, w ostateczności. Śnieg na słońcu, bolą mnie palce od dotykania go, kiedy spada na dłonie. Bezkarnie, bezczelnie, bezboleśnie, płonie. A spada, ma powód. Każdy z osobna płatek ma. I ja też mam, mam bo warto mieć kumpli płatki śniegu. Razem iść i razem stapiać się w rękach. Wtulać w twarz, rozdziewiczać bazie, co ich pełno. Warto.

insze..

5 komentarzy

Wiele sytuacji pokazuje mi, jak człowiek jest malutki i bezsilny w obec tego świata. Taka mała istota. a choroba duszy,czy ciała może spowodować ból u nie jednej osoby. Wnosisz dużo, wiele -po_nad czas wiele wnosisz. Zajmujesz swoje małe miejsce na świecie. Może to i niewielka mieścina. Widzisz tylko to, co masz przed nosem. lenistwo? może. demofobia. -czemu nie. ? Jasne ,klarowne, przejrzyste i delikatne wręcz te chwile wspaniałe w ziemskim bytowaniu zbliżyć nas mają ku radości. a radość jest czym? (…) niczym innym jak kochanie,- kochanie drugiej osoby. bo z tych radości najbardziej serce cieszy i oko. a tu błąd wkraść się może. jak się może. ? to co zewnętrzne, przemije. uczucia nosimy w sercu. tu obdażamy i obnażamy się z nich. przed kochanymi, przed wrogami i przed lustrem,- ja własnym, gdzie mrok rozciąga się nad głową przenikając ciało aż do stóp i tam rochodzi się. a mrok, po co mrok, bo jeszce ciemniej być moze. mnie nie być może. i każdy czas i każde słowo. Po co w wiatr je rzucać. Nie łap. przeleci między palcami udając wodę bieżącą przygotowując ciało u-życzone na ten czas- do posiłku. Marzenia. Rzecz święta, aż rzec się chce uwielbienia słowa: CЛABA OTЦЮ I CИHY I CBЯТOMY ДYXOBI…
W modlitwie codziennie wypowiadanej.

Bezczas.

3 komentarzy

Moje przemyślenia napawam wonią wiśni. Pustkę starannie zapycham nutami skroplonymi słodkim dotykiem rosy. By na nowo odpłynąć dotąd w nieznane i zatopić się w delikatnym doznaniu, jakie mało kto przeżywa. Swoista desiderata ciała, kiedy cisza wypełnia i przenika je w całości. Może boleśnie. Może spokojnie i powoli, tak by ból przemienił się w radość. A pomimo to, trzeba wydobyć się z ciepła i przejść wśród już spadających pod stopy liści, dyskretnie i w sposób wysublimowany, w deszczu czasie. Tak jak dziś, w parku, którego sentyment wraz z parującym zapachem alejki odnawiam w świadomości. Tak po cichutku. Czuję po raz kolejny duszny czas. Dotyk dłoni na mrozie, serce, gdy tak blisko przyległe, choć przez grubą warstwę wełny bicie się słyszeć dało, czy ptaki, wołające za słońcem. Idę. Z tą samą nadzieją na wysuszonych wargach, gdzie wiatr w oczy pije jakby spieszył niosąc przeszłość, która nie powróci i której już nie dogonimy. Jak pięknie skonstruował świat Bóg. Nic dwa razy się nie zdarza i zdarzyć się nie może. Bo chodzi może o to, by z jeszcze większą miłością przeżywać każdą chwilę, a wspomnieniami budować uśmiech. Z przyjaciółmi. Bo z nimi jest tylko możliwy. Nutka po nutce budować chcę ów malinową słodycz, spływającą z ust na dłonie, składane do modlitwy. By poczuć na szyi jeszcze jeden raz wiatru oddech. A dreszcze same przejdą jeszcze raz po ciele. Poczuć chcę spełnione życie. Czuję. Widzę. Odejść muszę.

Przyjeżdząjąc do tego miejsca ociekającego cholernym sentymentem coraz bardziej chcę tu zostać. Królówka. Wieś położona równe 40 km od Krakowa, Prokocimia w stronę Wiśnicza i Bochni jadąc przez Łapanów, za którym jeszcze 10 km. Bo kiedy tu cichnie gwar, wszystko się kończy i zmrok zapada, czekając aż wszyscy domownicy, w których skłąd wchodzą: mama, tata i dog – zasną, wychodzę na taras.Gwiazdy. Gwiazdy są niesamowite. I te pieprzone samoloty, które co chwilę, co kilka minut, co kilka gwiazd lecą i ten dźwiek, który kiedyś napawał mnie lękiem. Teraz go kocham nawet tu. Tu gdzie mogę się wyciszyć i tu gdzie tak na prawdę odkrywam i poznaję moją rodzinę. Dziś po mszy odpustowej jak zawsze obiad u babci. Jak zawsze cąła rodzina – cała, o dziwo wszyscy. ok 30 osób. Aaam, mięso , ziemniaki, za słodki kompot, ciasta, kawa. dużo kawy łif braun szuga.
-Chodźmy na pole! (chociaż to takie krakowskie)
-Jest tak przyjemnie. Padło hasło. Kuzyni wynieśli lrzeseł kilka, grill już płonął, a na nim zwierzęta w postaci kiełbasek i innych nerek. Na zegarze tradycyjnie 37. Wróciłem do domu do kuchni i dziadek mój kochany mnie zawołał. Zaczęliśmy rozmawiać. Mówił,że czekałna mnie i wiedział,ze wrócę. Bo zawsze wracam. Dziadek, któremu możnaby powiedzieć, ze jest staroświecki, któemu możnaby wytknąć, że się modli. Modli się, ale za nas. Czasy się zmieniają, on próbuje się dostosować. Ta rozmowa zawróciłą moje myślenie. Dowiedziałęm się nowych rzeczy o rodzinie. Rozmawiając o życiu i o problemach, których wcześniej nie zauważałem. Genialny człowiek, któego wczesniej tak nie zauważałęm. Chciało mi się płąkać. Uświadomiłem sobie, że marnowałem czas spędzając go w próżnej samotności, kiedy tu przyjeżdzałem, bo nie chciało mi się gadac. Tak po ludzku chciałem się przy nim rozpłakać. Tak wielkiego poczucia bezpieczeństwa dawno nie poczułem. Łzy już się cisnęły do oczu, ale uśmiech dziadka nie pozwalał im na przelanie się. On tak naturalnie mówił o śmierci. O tym, o czym ja tak często myślę. To mi pozwala docenić to, czego inni nie zauważają. Przecież to, co niezniszczalne przetrwa. Resztą pył. Wieczorem udając się na balkon, ubiegła mnie mama. Usiadłem. Rozmawialiśmy. Ta kobieta, której tak mało czasu poświęcałem. Oglądaliśmy gwiazdy razem. JAk zawsze pełno njusów. Wujek umiera, ktoś tam we wsi się pokłócił. Codzienność. Nowego nic. Może na rozmowę wiecej czasu. Wtedy mówię Mu o J. i o br. Wspominam żula ze schodów Barbakanu. Wspominam zwłoki naszych braci, które oglądałem pytając siebie: jak oni żyli. Jak mam żyć? Mortui Vivo Docenti. Tego jestem pewien. A cóż innego zostało, jak nie dziękować.? Bo tak.

Ludziom, którzy byli, chodźby duchem
Tym, co odejść musieli i odchodzą
Z wyrzeczeniami i postanowieniami
I tym w koloratkach.
Podziekować nie czas. Czas przyjdzie sam, chodź już jest.
Głowa przy głowie – taki to mur?
Twarze jak orzech twardych czaszek.
Pięści spęczniałe jak garby gór -
- nasze.

Tak może lepiej. Miejsca w sercu zabrakło. Bo pełne od innych serc w nicm zamkniętych. Nie zapomnieć..

Te same gesty męczą co rano. Nawet herbaty zimnej szkolanka o smaku upalnego południa przyprawia o znudzenie. Uśmiech jest mi jedynem ratunkiem na dzień dzisiejszy, bo przy nim jaśnieje i odżywam jakość. Już nawet sama od siebie samotność wypycha z kąta niemoralności i zdaje się, jakby chciała coś powiedzieć: Kopnij kogoś w tramwaju. Agresja budzona zapachem jedzenia i skoszonej trawy. I odruchy powracają wraz z kolejnym dniem. Już nawet nim nie żyję. Warto żyć tygodniem. Wtedy wszystko powtarza się mniej. Choć spotkań wszak nie wiele. Mało myśli, mało snu, mało snów, a utwory same przychodzą do głowy. Snu na ten tydzień czas. tak, by odespać zły czas i łzy, te z radości.

Sugestywny czas stukotu kół po mokrych torach przeminie jak kropla wody spadająca z dachu. Roztrzaska się nieuchronnie wołając w drodze tak krókiej, a długiej jak światła promień. Za siebie nie warto się oglądać. CZasem wspomnieć czas spokoju warto z nutką goryczy pozostawionej na ustach. Jak moje miasto i mówj wawel, moja kawa i moja świeczka, docierać chcę nieustatnnie i oby szybciej do szczęścia. A warto też mi postać, jak wierza stara kościelna, co powieki ma przesiąknięte widokami lat, co w uszach dzwony biją dźwięcznie, te same. By zachwycać się zanim burzyć będą i łapać krople, by z pragnienia nie oddać duszy za wcześnie. Śnić wypada o rzeczach lekkich i błyskawicą przepasanych. Poczuć ciepło uśmiechu na skórze jak ptak przysiadający na konarze, gdy przytulić nie sposób. Przysiadając w lokalu w dzień zimny, ten wymarzony, myśląc myśleć wszech-ambitnie i oddawać się radości ku przestworzom śmiertelności ponad życie wiekuiste, błękitne i ciepłe. Przeciwne nienawiście, a nie mało. I biec dalej w razem z wiatrem, dokąd? nie wiem-lecz gdzie niesie, usłyszeć gdy czas przyjdzie i zakochać się na nowo. Ja. mój skrawek cienia i lokal z kawy kubkiem z przyjaciółmi. Wciąż tak samo, lecz samotniej. Ten czas przypomina mi o przeszłości. O tej klarownej i jasnej. o tych co kochałem, a odeszli. O tym czego chciałem, nie zrobiłem a zapomniałem. Kontrast spadających liści i tak przestał się komponować z kolejką codzienności. I znowu.od nowa. sugestywny stukot kół po suchym lodzie. Tylko ja i czas.

Pisząc jakieś piosenki, które trzeba będzie przeselkcjonować i wybrać, które są fajne i pisząc jakieś tandetne texty dochodzę do wniosku, że życiu trzeba nadać więcej kolorów.. Dlatego piwo, które lubie tylok pod postacią imbirowego, bedę barwić na zielono.. (: Tak Patrykowo-Irlandzko. Przez krótki czas też sie można dziecka dorobić.. To takie moje odkrycie. Yyy.. nie moje, ale odkrycie. Pani Cytra opiekująca się NASZYM ośmiomiesięcznym Marcinkiem z irokezem odstąpiła nam dziecko. Patryk Tata i Magda Mama są fajnymi rodzicami Marcinka Irokeza Małego IV:P
Ostatni czas jest na prawdę czasem wspaniałym.. Zaliczyłem angielski i myślę, że jestem fajny, spotykam codzienie kogoś z Grzechyni i najważniejsze.. „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów….” Najgorsza jest próżność i stanie w bezruchu.. Znalazlem u siebie tu. Oby ten czas się nie kończył.. I tu jeszcze Triduum idzie. Pięknie jest.
Ale weny brak. A to podobno potrzebne artystom..heh Byliśmy dziś z kumplem w Galerii Kazimierz. Bartek to dopiero jest człowiek. Rozumiemy się bezgadania. Wystarczy, że przejdzie koło nas jakieś emocoś albo pani w spódniczce.. „” a my od razu wiemy o co chodzi:) I za to Cie kocham hehe:P
Zaś wczoraj miałem pappryczkę red na sobie.. bo Madzi się nudziło.. Musiała ją skruszyć akurat na mnie. Ale warto było przeżyć ten wspaniały tydzień..

-ŚwietliczeK-

Jeśli odetniemy głowę karaluchowi, może bez niej żyć 3 tygodnie.. A dlaczego? Bo tak najprościej, to ma mózg w dupie. Też bym czasami tak chciał. Rudzio ma i dlatego tu ładnie egzystuje. Mieć mózg w tak pasjonującym miejscu. Ma ono co prawda wiele zastosowań. Hmm.. Nie wnikajmy jakich (: Tak przeglądam, a dokładniej to słucham teraz jakichśmoich piosenek, które pisałęm niechcący i nagrywałęm przez jakiś czas i jest ich sporo. Ale się uśmiać można. Byłem dziś w kinie na Wielkiej Ciszy. Szczerze, to film do .. (tam gdzie Rudzio ma móżdżek), ale „aktorów” podziwiam.. Prawdziwi zakonnicy – Kartuzi żyjący w milczeniu.. Po- dzi- wiam tych ludzi. Każdy tak może – mógłby mi ktoś teraz powiedzieć, ale obserwowałem tych ludzi w kinie, którzy chyba nie wiedzieli, że podczas seansu jest praktycznie cisza przerywana odgłosami dzwonów, kroków, chrząkania braci, śpiewu ptaków, czy też ich wspólnych modlitw. Ludzie tak się niesamowicie kręcili jakby mieli kulminację owsikową. A z drugiej strony dobrą sprawą jest się tak czasami wyciszyc. Gdyby ktoś chciał ze mną w marcu jechać do takiego zamóżdżastego:P zakonu jechać daleko – w ramach wyciszenia na weekend – do znajomych braci, albo do Królówki do mnie przyjechać to zapraszam.. A we wspólnocie zawsze raźniej- Trzymajmy się kupy. A kupy nikt nie ruszy. Kupa, kupa, kupa.. I znowu o kiblu..

„Nie sposób rozwinąć się w samotności, z dala od przyjaciół…”


  • RSS